Protesty młodzieży w Niemczech: starcia z policją w Hamburgu, Kolonii i Stuttgarcie
W ponad 30 niemieckich miastach młodzi demonstrowali przeciw obowiązkowej służbie wojskowej i za większymi wydatkami na edukację. W Hamburgu i Kolonii policja użyła gazu pieprzowego i armatek wodnych.
Autor: RedakcjaOpublikowano: 2 min czytania

W Niemczech odbyły się ogólnokrajowe protesty młodzieży przeciwko obowiązkowej służbie wojskowej i zbyt niskim nakładom na edukację. Według informacji PAP, opublikowanych przez „Rzeczpospolitą” 31 października 2026 roku, demonstracje zorganizowano w ponad 30 miastach. W części z nich doszło do starć z policją.
Kto protestował i czego żądał
Manifestacje organizowała inicjatywa Gen Z regelt, czyli „Pokolenie Z bierze sprawy w swoje ręce”. Organizatorzy spodziewali się ponad 180 tys. uczestników. Na stronie inicjatywy zarejestrowało się ponad 183 tys. osób w 34 miastach, ale rzeczywista frekwencja nie jest znana.
Uczestnicy domagali się większych wydatków na edukację i sprzeciwiali się wprowadzeniu obowiązkowej służby wojskowej. Wśród postulatów były też pomoc osobom uzależnionym, ograniczenie rosnących kosztów życia, sprawiedliwość społeczna i większa ochrona klimatu.

Hamburg, Kolonia i Stuttgart
Najpoważniejsze incydenty odnotowano w Hamburgu. Według portalu „Der Spiegel” demonstranci rzucali w policjantów materiałami pirotechnicznymi oraz podpalali kosze na śmieci i barierki przy placu budowy. Jak podał dziennik „Hamburger Morgenpost”, policja odepchnęła tłum i użyła gazu pieprzowego, a zgromadzenie rozwiązano.
W Kolonii policja nie zezwoliła na wymarsz pochodu, bo część uczestników zasłaniała twarze i odpalała pirotechnikę. Demonstranci mogli kontynuować zgromadzenie jako wiec. Później sytuacja się zaostrzyła: według „Spiegla” policjanci wycofali się przed napierającym tłumem, w którym odpalano petardy, a potem użyli dwóch armatek wodnych.
W Stuttgarcie policja kilkakrotnie zatrzymywała pochód z powodu pirotechniki i zasłaniania twarzy. Po rozwiązaniu demonstracji w stronę funkcjonariuszy rzucano kamieniami i petardami. Niemieckie media pisały, że na czele marszu byli lewicowi ekstremiści. Race i petardy odpalano także we Frankfurcie nad Menem, Hanowerze i Lipsku.
Spokojniejsze manifestacje
Nie wszędzie było napięcie. W Berlinie policja oceniała demonstrację jako spokojną. Przy Bramie Brandenburskiej uczestnicy słuchali przemówień i koncertów. Współorganizatorka berlińskiego wiecu Katja Schwab wezwała do kolejnych protestów oraz strajków w szkołach i na uczelniach. Jak mówiła, chodzi o „rzucenie wyzwania polityce rządu Merza”.
Spokojny przebieg odnotowano też m.in. w Moguncji i Erfurcie. W kilku miastach, w tym we Fryburgu Bryzgowijskim, Mannheim i Dortmundzie, demonstracje zakończyły się jeszcze w ciągu dnia.
Przed protestami niemiecki związek zawodowy policji (GdP) i kontrwywiad ostrzegały, że mogą je wykorzystać ugrupowania skrajnej lewicy. Właściciele luksusowych sklepów w Berlinie i Hamburgu zabezpieczyli witryny.
Źródła
Tekst przygotowany automatycznie przez AI na podstawie podanych źródeł i opublikowany bez wcześniejszej weryfikacji redakcji. Widzisz błąd? Użyj przycisku „Zgłoś błąd w artykule”.
Zdjęcia
- Okładka: „demonstration, fridays for future, climate change, environmental protection, climate strike”, autor: dmncwndrlch, licencja Licencja Pixabay; zmieniono kadr lub rozmiar.
- Zdjęcie 1: „police, demonstration, police officers, security, police work”, autor: planet_fox, licencja Licencja Pixabay; zmieniono kadr lub rozmiar.
Tagi
Udostępnij znajomym